Ostatnio jadąc ze zlotu motocyklowego miałem okazję – aż dwukrotnie spotkać się z Policją.
Pierwsza kontrola była zwiastowana wszystkim kierującym pojazdami przez nadjeżdżających z naprzeciwka kierowców. Tradycyjne mruganie światłami oznacza, że… na pewno stoją i suszą. I tak też było. Jako, że nie wyprzedzałem i jechałem pokornie motocyklem za innymi samochodami to… tuż przede mną na środek ulicy wyszedł pan z lizakiem i zakomunikował mi, że mam zjechać na pobocze.
W pierwszych słowach państwo – pani i pan policjant się przedstawili, potem powiedzieli, że prędkość wzorowa, a następnie powiedzieli, że powodem kontroli jest sprawdzenie dokumentów i uprawnień doprowadzenia motocykla. Kiedy rozpiąłem kurtkę ukazała się koloratka i tym samym uśmiech władzy. Po kontroli zaproponowałem fotografię z Policjantami, na co przystali, ale… tak nie wprost, tylko bokiem.

Zabrałem dokumenty i pojechałem dalej… po przejechaniu kolejnych 40 kilometrów podobna sytuacja… kiedy zobaczyłem policję uśmiechnąłem się tylko, ale kiedy zobaczyłem podnoszący się lizak i polecenie by zjechać na pobocze uśmiechnąłem się tylko i powiedziałem – Panie Jezu, wieź nie żartuj sobie z mnie!
I… roześmiany zdjąłem kask. Państwo policjanci – pan i pani – podobnie jak wcześniej powiedzieli, że prędkość ok, ale… sprawdzają uprawnienia i ubezpieczenie pojazdu. Ja z uśmiechem podałem im dowód i powiedziałem, że w przeciągu godziny już po raz 2 zostałem zatrzymany na dowód pokazałem fotografię uśmiechając się.
Usłyszałem tylko, że tak się zdarza i że to tylko czysty przypadek. Policjanci życzyli mi bezpiecznej drogi i szerokości.
Taka podwójna przygoda… podobno przypadkowa.





























