Barcelinhos opuściłem dość wcześnie bo o 4:07 i wyruszyłem na szlak jeszcze przed świtem. Przechodząc przez miasto – na głównym deptaku – zauważyłem coś na kształt – pocztu świętych. Na wysokich kijach znajdowały się plansze prezentujące świętych – jak się potem dowiedziałem – patronów miast i miasteczek położonych niedaleko Bercelinhos.

Wejście na szlak po opuszczeniu miasteczka było związane z założeniem czołówki, bo wiązało się to z wejściem w ciemność. Choć lampka czołowa nie daje jakoś dużo światła, to jest jednak niezwykle pomocna gdy dookoła ciemność. Najpierw szedłem przez las po kamienistej drodze, a następnie polami mijając co chwilę kilka domostw i kapliczki przydomowe.

Dziś także miałem okazję zobaczyć i sfotografować piękny wschód słońca – który był nie tylko piękny ale niezwykle wyrazisty, mieniący się kolorami przechodzącymi od żółtego przez zloty, aż do czerwoności.

Na szlaku – przy pierwszym otwartym barze po około 4 godzinach spotykam towarzyszy drogi, Słowaków, którzy wyszli wraz ze mną z Albergue ale poszli swoim tempem i chcąc nie chcąc spotkaliśmy się ponownie na szlaku. Wypiliśmy kawę i ruszyliśmy dalej w drogę. Idąc przez miasteczka mijaliśmy – zamknięte – kościółki przy niektórych, gdy tylko pielgrzym podszedł i zatrzymał się na chwilę modlitwy – mógł znaleźć stempel, do swojego paszportu caminowego.

Podczas drogi – wśród licznych rozmów ze Słowakami (kompanami ze szlaku) padło i to jedno pytanie – a ty czym się zajmujesz? Odpowiedziałem, że mam dość specyficzne zajęcie. W odpowiedzi na moją odpowiedź padło kolejne pytanie – ale to praca legalna? Tak, odpowiedziałem! Jestem księdzem katolickim! Tu na twarzy moich towarzyszy pojawił się uśmiech i stwierdzenie Słowaczki – tak coś czułam, że ty to chyba jesteś ”xinc”. Po przemiłej rozmowie – wymianie zdań – szliśmy dalej, wiedząc już coś więcej o sobie wzajemnie, bo i ja dowiedziałem czym się zajmują na co dzień.

Niespotykaną rzeczą dla mnie w czasie drogi przez Portugalię były kwiaty – przeróżne kwiaty. Najdziwniejsze były jednak Kalie – takie jakie znamy z kwiaciarni, które tutaj rosły przy drodze, na rowach i pod lasem. Kalie – piękne, dostojne kwiaty – taj jednej z wielu polnych.

Po przejściu ponad 28 km. dotarliśmy na nocelg za całe 20 euro – to dość drogo, jeśli chodzi o Albergi, ale kolejny – tańszy – był dopiero za blisko 15 km. więc wzięliśmy co było. Szybka kąpiel, pranie i… z uwagi na to, że nie było jeszcze Mszy św. czas na Eucharystię. Najbliższy kościół za 15 km. kaplicy brak więc… w jedynym wolnym pomieszczeniu – w kuchni (jadalni) tak, jak pierwsi chrześcijanie celebrowałem Eucharystię. Ten dzień był dla mnie o tyle wyjątkowy, że był to dzień moich 43 urodzin.

W niedzielę wszystkie sklepy w Portugalii są nieczynne, więc poszliśmy na kolację do pobliskiego baru, a około 19:30 do spania, aby następnego dnia ruszyć dalej na szlak w kierunku Santiago.
































