Godzina 3:45 to dość zabójcza godzina, ale… ostatniej nocy na szlaku jakoś nie mogłem spać. Przebudziłem się po godz. 3:00 i tak przeleżałem jeszcze przez klika minut, a godz. 3:45 wyszedłem po cichu, pod osłoną nocy z alberque.

Ostatnie kilometry to już się nie idzie, ale to już – mimo zmęczenia i braku sił – frunie się do celu. Pogoda tej nocy i poranka była dość zimna. Lekko mżyło. Przeszedłem przez Pardon, wyszedłem na polne drogi, włączyłem czołówkę i odmawiając różaniec za rodzinę i najbliższych, a potem koronkę za dusze czyśćcowe szedłem w wyznaczonym kierunku.

W Portugalii wschód słońca był widoczny codziennie, a w Hiszpanii – ostatni dzień Camino – przywitał mnie pięknym wstającym po nocy słońcem. Na przystanku autobusowym słyszę dobiegające głosy rozmowy dwóch kobiet. Dobrze słyszę, to język polski. Zatrzymuję się i zaczynamy rozmawiać. Panie są z południa Polski, ja z centrum. Chwilę rozmawiamy – robimy zdjęcie i… idziemy dalej.

Po drodze mijam znanych mi Włochów i Francuzów i idziemy dalej. Mijamy słupki, które informują – 10- 5- 3 km… do Santiago. Na przedmieściach Santiago spotykam Słowaków. Pijemy ostatnią wspólną kawę i jemy ciastko i już razem ruszamy stronę katedry św. Jakuba, by po chwili stanąć na placu przed katedrą i… paść krzyżem dziękując Panu Bogu za czas pielgrzymowania. Mojego trzeciego – ale pierwszego samotnego – pielgrzymowania do św. Jakuba w Compostela.

Chwila modlitwy, łzy cieknące po policzku i radość, że się udało – pokonać własne słabości, trudności, opory i przejść drogę. Zrobiłem kilka zdjęć i pozdrowiłem najbliższych od św. Jakuba zapewniając ich o mojej modlitwie za nich.

Poszedłem do biura pielgrzyma, by pokazać paszport i odebrać kompostelkę, a następnie na godz. 12:00 na Mszę dla pielgrzymów celebrowaną w katedrze św. Jakuba w Compostela. Z uwagi na to, że była to niedziela podczas liturgii, do której się dołączyłem, miałem okazję zobaczyć po raz kolejny Botafumeiro, które rozpalone zostało rozbujane pod sufitem hiszpańskiej katedry.

Po Eucharystii czas na tradycyjne foto przed ołtarzem i osobistą modlitwę dziękczynną za dar pielgrzymowania.

Następnie poszedłem na nocleg – do znanego mi z ubiegłego roku – hostelu dla pielgrzymów, którego podobnie jak rok temu, tak i w tym roku byłem bardzo zadowolony.

Tak zakończyło się 10 dniowe pielgrzymowanie, ale… z uwagi na to, że droga nasza nigdy się nie kończy, bo jesteśmy homo viator – jesteśmy ludźmi w drodze to… dalej idziemy, a celem naszym jest niebo!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here