Ciężka była ta noc po hucznym świętowaniu wygranej hiszpańskiej drużyny w mistrzostwach świata. Kiedy wyszedłem na szlak o godz. 4:06 idąc przez miasto mijałem Hiszpanów, którzy po całej nocy wracali do domu ze śpiewem na ustach ciesząc się z wygranej swoich rodaków. Swoją drogą to było bardzo miłe, kiedy pijani młodzi ludzie witali się ze mną i życzyli mi dobrej drogi.

Przeszedłem przez miasto i zniknąłem idąc polnymi drogami i ścieżkami wydeptanymi przez pielgrzymów. Idę sam mijając kościółek w niewielkim miasteczku oraz cmentarz oświetlony przez uliczne latarnie, następnie mijam niewielkie zadaszenie z ławeczką na której utrudzeni pielgrzymi mogę pozwolić sobie na chwilę wytchnienia.

Powoli wstaje dzień, choć słońce zakryte jest przez chmury ciągnące się przez niebo. Kolejny kościółek z figurą św. Jakuba, kolejny słupek informujący, że do Santiago zostało jeszcze tylko 40 a może już i mniej kilometrów. Przy drodze stoi namiot w którym pewnie pielgrzymi mogą zjeść coś dobrego – ale jest zbyt wcześnie by móc skorzystać ale… na uwagę zasługuje białoczerwona flaga, która przymocowana jest do pawilonu.

 Idąc przez niewielki las widzę kolejny słupek z muszelką na którym stoi niewielka figurka Chrystusa z napisem – Jezus love You! Wziąłem figurkę, wykonałem kilka zdjęć i odłożyłem ją na miejsce, niech cieszy innych pielgrzymów, którzy po mnie przejdą tym szlakiem.

Z uwagi na to, że to już ostatnia prosta przed Santiago, to co chwila pojawiają się kolejni pielgrzymi, którzy szybciej lub wolniej idą w dobrze mi znanym kierunku.

Tak – tuż przed 10:00 docieram na ostatni nocleg do miasta Pardon. Kieruję się do albergqe, w którym pierwszymi są Słowacy, a ja jestem trzeci. Zostawiam plecak przed zamkniętym schroniskiem i idę do kościoła karmelitów, który sąsiaduje ze schroniskiem górując nad miastem. Następnie idę na kawę i na chorriso – hiszpański przysmak robiony na ulicy, który choć kaloryczny – bo słodki i tłusty – wart jest spróbowania.

Odwiedziłem miejscowy kościół parafialny w którym o 20:00 będzie Msza święta, a następnie wróciłem do schroniska czekając na jego otwarcie, które miało mieć miejsce o godz. 13:00. Przed albergqiem jest co raz więcej plecaków i pielgrzymów, a o godz. 12:00 otwierają się drzwi i zaczyna się przyjmowanie pielgrzymów.

Rejestracja, kąpiel, pranie, przygotowanie łóżka i czas iść na zakupy, by coś kupić na kolację i śniadanie. W drodze do marketu mijam niewielki kościół franciszkański. Wchodzę do niego i w czasie modlitwy z tyłu kościoła słyszę panią, która pilnuje świątyni i chce mi przystawić pieczątkę do paszportu pielgrzyma. Za pomocą translatora pani odpowiada na moje pytanie czy tu dziś będzie Msza św. informując, że owszem będzie w kościele parafialnym. Powiedziałem, że jestem księdzem więc pytam. Na co pani odpowiedziała, że nie ma problemu, ona przygotuje ołtarz do odprawienia Mszy św. Ta propozycja była dla mnie jak dar św. Jakuba, z którego skorzystałem i chwilę później odprawiłem Mszę św. po Polsku w której wzięła udział Słowaczka i pielgrzymujący młody Polak.

Wróciłem do schroniska. Zjadłem kolację, przygotowałem kanapki i… położyłem się spać, aby następnego dnia wyruszyć na ostatnią prostą do Santiago!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here