KAZANIE PASYJNE III – SĄD SANHEDRYNU I PIŁATA

0
708

Nauczyciel odwrócił się i poszedł na górę by dalej modlić się. Po dłuższej chwili śpiący uczniowie: Piotr Jakub i Jan usłyszeli krzyki oraz głośne kroki ludzi zbliżających się do ogrodu. Wstali by zobaczyć kto nadchodzi. W tej samej chwili i Jezus wrócił do nich od modlitwy. Zalęknieni uczniowie zauważyli na czele pochodu idącego z mieczami i kijami jednego z dwunastu. Zobaczyli Judasza Iskariotę, a Jezus rzekł do nich: przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca…

Gdy tak jeszcze stali oto Judasz Iskariota, idący na czele pochodu podszedł do mistrza i pocałował Go. Na co Jezus odezwał się do Niego tymi słowami: Judaszu, pocałunkiem wydajesz Syna Człowieczego? Judasz nie odezwał się ani słowem. Być może zrobiło mu się głupio, gdyż zauważył już po raz drugi, że Jezus wie co miał oznaczać ten pocałunek, że miał być znakiem dla tych idących z tyłu, zanim by pochwycić tego, a nie innych. Judasz pokazał pocałunkiem, który to Jezus!

Pocałunek – w wielu kulturach służy wyrażaniu uczuć. My także całujemy: drugą osobę: swoją matkę, swojego ojca, swoje dziecko, swojego wnuka, swoją babcię i swojego dziadka. Całujemy ich, gdyż ich kochamy. Pocałunek wyraża miłość! Dlatego całujemy także krzyż – znak naszego zbawienia! Pocałunek znak miłości. Czy i w przypadku Judasza też było tak samo?

Judasz pocałował Jezusa, a żołnierze podeszli do Niego i związali Go. Jeden ze stojących tam uczniów Jezusa wziął miecz i uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho. Nie chciał by mistrz był pojmany, nie chciał, bo wiedział Kim jest Jezus! A Rabbi spokojnie podszedł do tego sługi wziął odcięte ucho i pomodliwszy się, uzdrowił go.

To swoisty paradoks. Jezus uzdrawia jednego ze swoich oprawców. W tym przejawia się niesamowita miłość, miłość przez duże M – miłość do nieprzyjaciół. Czy ja jestem zdolny do takiej miłości. Czy jestem zdolny ukochać tych którzy źle mi życzą, tych którzy mnie oczerniają lub obmawiają. Jak często spotykam się z wielką barierą, nawet zwykłego ludzkiego porozmawiania z osobą, która źle o mnie mówi. Uczmy się od Jezusa kochać jako pierwsi, kochać bezinteresownie, bez względu na to jak mi odpłacą za moją miłość. Jestem przekonany, że wzorem takiej miłości jaką miał Jezus jest św. Maksymilian Kolbe, który ukochał jako pierwszy na wzór Jezusa, ukochał swoich oprawców, nie patrząc na to co oni mu zrobią, ukochał Franciszka Gajowniczka idąc za niego na śmierć. To jest miłość, której musimy się uczyć.

Gdy pojmano Jezusa, On został sam. Uczniowie widząc niebezpieczeństwo uciekli, gdyż się bali, nie chcieli zginąć tak jak ich na nauczyciel. Osamotnienie, opuszczenie przez najbliższych, choroby, starość, wyobcowanie; te uczucia zapewne towarzyszyły Jezusowi, ale i nam one nie są obce.

Było to już około północy, gdy pojmano Jezusa. Najpierw zabrano Go do Annasza teścia Kajfasza. Annasz chciał z bliska przyjrzeć się nauczycielowi, o którym już tak wiele słyszał.  Stojący Jezus przed Annaszem był wypytywany o swoją naukę, o swoje działania cudotwórcze. Jezus nie odpowiadał, milczał za co został ukarany –  spoliczkowany.

W tym samym czasie dwaj uczniowie udali się za Jezusem w przebraniu i z daleka. Chcieli dowiedzieć się co dalej się stanie z ich Nauczycielem. Byli to Piotr i Jan. Poszli więc od pałacu arcykapłanów. Weszli na dziedziniec i usiedli pomiędzy ludźmi przy ognisku. Gdy tak  siedzieli i przysłuchiwali się rozmowom zebranych naraz jedna z kobiet zwróciła się do Piotra z zapytaniem: czy ty nie jesteś jednym z tych, którzy chodzili z nauczycielem, który teraz jest sądzony? Piotr jakby nie słyszał tego pytania, odwrócił się w drugą stronę i rozmawiał z drugim uczniem. Pytanie jednak nie ustało, pojawiło się ono jak bicie serca po raz kolejny: czy ty nie byłeś z Jezusem kiedy nauczał tłumy? Piotr tym razem nie mógł uniknąć odpowiedzi i powiedział – kobieto nie wiem o czym mówisz! Nastała niezręczna cisza. Po długiej chwili pojawiło się kolejne pytanie od innej osoby siedzącej na dziedzińcu skierowane pod adresem Piotra: czy ty nie jesteś jednym z jego uczniów? Piotr musiał odpowiedzieć gdyż siedział obok tego człowieka: ja nie jestem uczniem tego Jezusa! W tym momencie kogut zapiał. Wszystko się Piotrowi przypominało – słowa Jezusa stały się faktem: 3 razy się mnie wyprzesz!

I wyparł się Piotr Jezusa, a czy ja przypadkiem w swoim życiu się Jezusa nie wypieram? Czy zawsze przyznaję się do Niego? A może w moim życiu pojawiają się sytuacje jakby podwójne: w niedzielę w kościele jestem katolikiem, a poza niedzielą moje życie jest zupełnie inne? Czy w swoim życiu przyznaję się do Jezusa?

Na dziedzińcu Piotr się zaparł, a co działo się w pałacu? W pałacu do Annasza przybyli arcykapłani i cała Wysoka Rada. Szukali świadectwa przeciw Jezusowi, aby Go zgładzić, lecz nie znaleźli. Pojawi się pytanie dlaczego? Dlaczego chcieli go zgładzić? Bo byli zazdrośni ale obok tej zazdrości wkradła się w ich serce nienawiść, a wraz z tymi uczuciami rozliczne pytania: dlaczego ten człowiek – syn prostego cieśli z Nazaretu  – uzdrawia, wskrzesza umarłych, karmi idące za nim tłumy – rozmnażając chleby i tak wielkie tłumy go słuchają? Jak to jest możliwe? Dlaczego tak się dzieje?

Zazdrość! I w naszym życiu pojawia się takie uczucie. Zazdrość o sprawy duchowe, ale i zazdrość w sprawach materialnych. Czy ja zazdroszczę? Obok zazdrości może pojawić się także nienawiść. I kolejne pytanie do mnie – czy ja nienawidzę?

Szukali u Jezusa jakiego fałszywego słowa i wezwawszy fałszywych świadków usłyszeli: Ja zburzę ten przybytek uczyniony ludzką ręką i w ciągu trzech dni zbuduję inny, nie ręką ludzką uczyniony. To prawda Jezus wypowiedział te słowa – słyszeliśmy je dziś w ewangelii. Jednak ów świadkowie nie wiedzieli, że Jezus nie mówił o świątyni tej materialnej, tej wielkiej i przepięknej budowanej przez króla Dawida przez 46 lat, nie wiedzieli, że Jezus mówi o świątyni swego ciała.

Na pytaniach jednak nie poprzestali i zaraz pojawiły się następne. Teraz głos zabrał najwyższy kapłan i zapytał nauczyciela: czy Ty jesteś Królem żydowskim? Jezus mu odpowiedział: tak ja nim jestem! Cały sanhedryn bardzo się oburzył tym co usłyszał. Wzięli więc Jezusa, wyszli na zewnątrz i związanego zaprowadzili do Piłata – zwierzchnika Rzymu ustanowionego do panowania nad Jerozolimą.

Kiedy arcykapłani i uczeni w piśmie przybyli do pałacu Piłata straże rzymskie wzięły związanego Jezusa i zaprowadzili go do namiestnika. Piłat wraz z Jezusem wyszli na zewnątrz do tłumu. Żydzi nie weszli do pałacu by się nie skalać (nie chcieli wejść do domu poganina by za kilka dni móc spożyć paschę i być czystym). Piłat zasiadł na trybunale zwanym litos trotos po hebrajsku nazwanym gabbata. Przed pałacem zebrał się wielki tłum. Wielu żydów przybyło pod pałac. W tym tłumie byli także apostołowie oraz Matka Najświętsza, która cały czas towarzyszyła Jezusowi. Piłat zapytał zebranych: co złego uczynił ten człowiek? Żydzi krzyczeli, że nazwał się królem Izraela – co wg nich było nieprawdą, gdyż cesarza rzymskiego uważali za swego króla. Namiestnik nie chciał uwierzyć w to dlatego też wezwał Jezusa do siebie do pałacu i zaczął z Nim rozmowę już bez udziału tłumu: czy Ty – zwrócił się Piłat – jesteś Królem. Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd. Jezus mu odpowiedział – przyszedłem na świat by dać świadectwo prawdzie. Piłat zapytał: co to jest prawda?

To pytanie Piłata jest aktualne także dziś i jest kierowane do każdego z nas. Co to jest prawda? Jak wiele w naszym życiu jest kłamstwa, krętactwa. Jak wiele oszustwa i nieprawdy. Kłamstwo jest obecne w mediach: prasie, radiu telewizji, w reklamie: jak będziesz używała tego kremu zawsze będziesz piękna i młoda. Obecne jest ono w polityce ale jest obecne również w naszym codziennym życiu gdy nie mówimy tego jak jest, ale jak chcielibyśmy by było. Cóż to jest prawda? Czy ja zawsze mówię prawdę? Czy żyję prawdą na co dzień?

Piłat wrócił z Jezusem do żydów i powiedział – nie znajduję w nim żadnej winy. Jeśli chcecie to sami go osądźcie i zabijcie. Nie, nie! To było niemożliwe, gdyż żydom nie wolno nikogo zabić. Krzyczeli więc na krzyż, na krzyż z nim! Ten sam tłum, który jeszcze tak niedawno krzyczał hosanna dziś krzyczał na krzyż! Widząc determinację tłumu Piłat umył ręce wobec tłumu. Zebrani jeszcze mocniej krzyczeli: krew Jego na nas i na syny nasze. Kazał  więc Jezusa ubiczować, a potem wydał im go na ukrzyżowanie.

Czasem i w naszym życiu pojawia się taki zgrzyt. Dziś ktoś jest wierzący, praktykujący, kocha kościół, a jutro? Jutro nic nie chce mieć z nim wspólnego. Jutro Jezus przestaje mu być potrzebny. Jutro poradzi sobie sam – przecież ja jestem panem mego życia. Kościół i Jezus nie jest mi potrzebny!

Jezus został ubiczowany, ręce przymocowane do kamiennego słupa i oprawcy sieczyli go ruzgami. Musiało to bardzo boleć. Na tym jednak się nie skończyło. Męka miała trwać dalej i to nie tylko ta fizyczna – ból zadawanych cierpień, ale i ta psychiczna. Po biczowaniu posadzili Jezusa na taborecie okryli go płaszczem purpurowym, a do ręki dali mu trzcinę. Przyklękając przed nim oddawali mu hołd i wyśmiewali się z niego.

Gdy już go wyszydzili przygotowano dla Jezusa krzyż i wyprowadzono go na ulice miasta by pascha dalej trwała…

 

Modlitwa

O Zbawicielu mój, Chryste Jezu! Niewinne za nasze grzechy biczowany i poraniony! Przez, którego rany my uleczeni zostaliśmy! O jakże Ci zdołam wynagrodzić tę wielką miłość! Całym moim sercem, całą duszą dzięki Ci składać, kochać Cię i święcie pełnić Twoją wolę pragnę. Chcę także według Twojego przykładu poddawać się i cierpliwie znosić wszelkie cielesne dolegliwości, jakimi mnie dotknie opatrzność Twoja, albo z dopuszczenia Ojca Niebieskiego ludzie zadadzą. Błagam Cię o łaskę i pomoc, abyś mnie w tym moim postanowieniu utwierdzić i zachować raczył. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen!

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here