Po zakończeniu pielgrzymowania, której najpierw obliczałem na 12 dni, po przyjechaniu na miejsce do Portugalii stwierdziłem, że przejdę szlak przez dni 11, a skończyło się na tym, że dzięki aplikacji Buen Camino przeszedłem szlak #CaminoPorto centrale przez 10 dni.

W związku z tym, że do Santiago dotarłem w niedzielę 12 lipca, a samolot miałem dopiero 16 z samego rana to miałem do dyspozycji 4 dni w Santiago. To był dobry czas, który spożytkowałem na codzienną poranną kawę połączoną chorriso w przydrożnym barze, na południową Mszę św. dla pielgrzymów odprawianą w katedrze św. Jakuba w Compostela, na prywatną modlitwę, zwiedzanie i… odwiedziny znajomego.

Każdego ranka szedłem na poranną kawę do położnego nieopodal baru, kupowałem kawę i chorriso i siadałem przy stoliki na zewnątrz podziwiając pielgrzymów spieszących z plecakami do katedry św. Jakuba, aby zakończyć swoje camino. Siedziałem tak godzinę, półtorej wypoczywając po swoim wysiłku drogi i ciesząc się wypoczynkiem wakacyjnym.

Każdego dnia chodziłem na Mszę pielgrzymów w czasie której miałem okazję spotkać wielu Polaków przybywających do św. Jakuba. Jednego dnia – we wtorek 14 lipca było nas kapłanów chyba 10 przy ołtarzu. Podczas mojej obecności aż dwukrotnie było w użyciu Botafumeiro.

Dodam, że ostatniego dnia – 15 lipca, kiedy po raz ostatni byłem na Mszy św. o godz. 12:00 zostałem zaproszony przez głównego celebransa do koncelebry i odczytania w języku polskim modlitwy przewidzianej dla drugiego duchownego. Natomiast przed błogosławieństwem wraz z drugim księdzem – Włochem – razem zasypywaliśmy kadzidło do Botafumeiro, które chwilę później zostało rozbujane w katedrze. To był – jak dla mnie – taki prezent od św. Jakuba i… Dusz Czyśćcowych, za które całą drogę się modliłem.


Pobyt w Santiago, to jak w latach ubiegłych, także okazja do spotkania mojego kolegi księdza z rodzimej diecezji, który na co dzień mieszka i pracuje w Santiago. Był czas na rozmowę, kawę, piwo i obiad. Dobrze jest się spotkać, porozmawiać, zobaczyć się po roku czasu ale i być… listonoszem.

Czas w Santiago wykorzystałem również na modlitwę – osobistą i prywatną w spotkaniu ze św. Jakubem przy Jego grobie i figurze, którą ze czcią i szacunkiem obejmuje się po wejściu na ołtarz główny.

Ilekroć jestem w Santiago – a byłem tam po raz 3 pieszo i 6 w ogóle – zawsze jest coś do zobaczenia, poznania. Odwiedziłem moją kaplicę Dusz Czyścowych znajdującą się w cieniu katedry św. Jakuba ale i po raz pierwszy – dzięki mojemu koledze księdzu – dotarłem do kolegiaty Santiago – najstarszego kościoła miasta św. Jakuba.

Czas pobytu w Santiago jest i był tym razem czasem wyjątkowego wypoczynku i relaksu, modlitwy i skupienia, wytchnienia i nadziei – związanej z planami na camino, na które chciałbym wyruszyć już za rok. Czy się uda? Czas pokaże, niemniej – jak Pan Bóg pozwoli – chciałbym wyruszyć na #CaminoInvierno2027 na początku lipca ale… wszystko w Bożych rękach.

Za dar pielgrzymowania #CaminoPorto2026 Bogu niech będą dzięki!


































