W minioną niedzielę zakończyłem pierwsze w tym roku Rekolekcje Wielkopostne (28-30 marca 2025). To doprawdy był wyjątkowy i piękny czas przepowiadania Słowa Bożego i celebracji Sakramentów Świętych. Choć były to pierwsze w tym roku rekolekcje wielkopostne, to w sumie były to 30 rekolekcje w moim kapłańskim posługiwaniu.
Każde rekolekcje są inne, każde wyjątkowe i szczególne. Wyjątkowość tego czasu związana była z miejscem – niewielka 6 tys. parafia wiejska z przepięknym zabytkowym, drewnianym kościołem i kaplicami dojazdowymi oraz z ludźmi – proboszczem jest tam mój kolega z czasów seminaryjnych oraz jak się okazało znajomy pan organista, który był organistą w parafii gdzie jako diakon odbywałem praktyki parafialne – a zatem taki powrót do początków mojej posługi duszpasterskiej.
Rekolekcje rozpoczęły się od miłej dla mnie niespodzianki, gdyż w starym zabytkowym kościele znajduje się odresturowana ambona, która na co dzień nie jest używana, ale ustawiono tam mikrofon, a proboszcz zaproponował mówiąc – wiem, że lubisz mówić z ambony, to przygotowałem ją dla ciebie więc głoś z tej ambony. Zaskoczony, ale zadowolony przystałem na tę propozycję i ku zdziwieniu parafian wszedłem na ambonę i głosiłem.
W ciągu trzech dni wygłosiłem 15 kazań. W piątek i w sobotę po trzy kazania w kościele parafialnym, i po jednym w kaplicach dojazdowych – tzw. filiałach.
Natomiast w niedzielę 7 kazań – 4 na Mszach świętych w kościele parafialnym, 2 w filiałach i jedno podczas nabożeństwa Gorzkich Żali.
To nie były pierwsze moje rekolekcje, gdy posługę w kościele parafialnym trzeba było pogodzić z dojazdem do kościółków na terenie parafii.
Pewną trudnością nie były dojazdy ale czas – lub brak czasu na to, by wygłosić i przejechać na kolejną liturgię do kaplicy oddalonej o kolejne 9 km. Ale… z Bożą pomocą i dzięki ludzkiej życzliwości wszystko się udało.
Wyjątkowym momentem każdych rekolekcji – o czym już tutaj pisałem – jest dla mnie osobiście Msza święta z kazaniem i Sakramentem Namaszczenia Chorych. To liturgia, na którą – tak było i w tym przypadku – jest pełny kościół. Rodziny przywożą swoich starszych dziadków, rodziców, chorych i starszych, a potem ci idą do ołtarza – czasem sami o kulach, z balkonikiem, czasem na wózku inwalidzkim lub prowadzeni przez najbliższych, aby przyjąć z wiarą ten wyjątkowy, choć wg mnie, zapomniany Sakrament.
Dodam tylko, że głoszenie z ambony tej przed soborowej ma to do siebie, że gdy jesteś nieco wyżej, ponad głowami wiernych, to widzisz ich, masz kontakt z nimi, zauważasz ich reakcje lub brak reakcji na to co mówisz. Widzisz emocje, zachowanie i odbiór tego, co jest przekazywane.
Zabytkowa świątynia – tak było i w tym przypadku – w której głosiłem rekolekcje ma również w sobie to coś wyjątkowego, bowiem można w niej doświadczyć, że modlisz się w miejscu, gdzie przez wieki modlili się ci, którzy kiedyś z wiarą wznieśli tę świątynię, przez wieki przyjmowali w niej sakramenty, uczyli się wiary i ją przekazywali, a dziś my się modlimy, a po nas…. po nas inni będą tu się modlić – w co wierzę.
Wyjątkowy czas głoszenia rekolekcji wielkopostnych zakończyłem w IV Niedzielę Wielkiego Postu. Jestem wdzięczny Panu Bogu za łaskę głoszenia, duchownym za zaproszenie i zaufanie, którym mnie obdarzyli, wiernym za cierpliwość, wytrwałość i otwartość na to, co mówiłem, i na końcu raz jeszcze Panu Bogu za to, że tak nieporadnym, lichym narzędziem chce się posłużyć.