Posyłam cię do Kościoła który jest…RM

0
16

Zakończył się kolejny etap. Seminarium się zakończyło, nauka się zakończyła. Przyszły święcenia, przyszły i przeszły, ucichł już szum radości, śpiewu i życzeń związanych z prymicjami. Teraz rozpoczęło się Zycie, codzienne Zycie kapłańskie. Pamiętam dobrze ten moment kiedy to zaraz po święceniach udałem się do mojej pierwszej parafii na tak zwane zastępstwo. (zastępstwo, za kapłana, który wyjechał, a ja pełniłem posługę za niego.) Pierwsza posługa w konfesjonale, pierwsze kazania, pogrzeb, chrzest i ślub. Wszystko nowe i piękne, a człowieka z radością i zapałem przystępuje do posługi Panu Bogu i ludziom.

Tak po woli upływał czas wakacyjny. Minął czerwiec, lipiec a w połowie sierpnia przyszedł czas na swój pierwszy kapłański dzień skupienia i modlitwy. Był to zjazd do seminarium a tam dłuższa chwila by spotkać się z kolegami, którymi razem przyjęliśmy Sakrament Święceń. Chwila by porozmawiać i podzielić się pierwszymi doświadczeniami. To był moment, by wspólnie pomodlić się i wysłuchać konferencji o kapłaństwie i kapłańskiej posłudze, spojrzeć na Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie. Po południu wszyscy młodzi księża udają się na spotkanie ze swoim Pasterzem – Księdzem Biskupem. W rezydencji biskupiej po przywitaniu wspólnie udaliśmy się do prywatnej kaplicy biskupiej. Tam po przygotowaniu, wspólnie celebrowaliśmy Najświętszą Eucharystię. Pod jej koniec, tuż przed błogosławieństwem każdy podchodził do Pasterza i słyszał następujące słowa: Drogi bracie, posyłam cię do Kościoła, który jest … i tutaj padało wezwanie kościoła i miejscowość gdzie przez najbliższy czas każdy młody ksiądz miał posługiwać. Ten moment posłania i otrzymanie nominacji kapłańskiej zwanej dekretem, było czymś pięknym i wyjątkowym. Ksiądz Biskup mnie posłał, posłał bym poszedł tam i głosił Jezusa, sprawował sakramenty i swoim życiem uczył Bożej miłości. Po zakończeniu Eucharystii, posłaniu i błogosławieństwie ksiądz biskup zaprosił na obiad. Od stołu Eucharystii do stołu agapowego. Tak zakończył się czas oczekiwania na pierwszą parafię. Teraz nastał moment (około pół miesiąca) by pojechać przedstawić się swojemu pierwszemu księdzu proboszczowi,  zobaczyć swoje pierwsze wikariuszowskie mieszkanie i zacząć zakupy.

Może się to wydać ciekawe i zastanawiające – o jakich zakupach mowa? Otóż każdy ksiądz diecezjalny to jest tak zwany ksiądz świecki (jak podają dokumenty Soboru Watykańskiego II) lub taki ksiądz chodzący w czarnej sutannie z guziczkami, mieszka na plebanii. Każdy otrzymuje swoje mieszkanie, a dokładniej pomieszczenia, puste cztery ściany, które trzeba sobie według uznania zagospodarować. Co to znaczy? Nie mniej, nie więcej, jak trzeba sobie kupić wszystko, co potrzebne jest do życia, tzn. kupić łóżko by mieć na czym spać, meble, lodówkę, pralkę i… wiele, wiele innych bardziej lub mniej potrzebnych rzeczy. Ksiądz diecezjalny różni się wśród wielu różnic od zakonnika tym, że ten pierwszy musi mieć wszystko swoje, podczas, gdy ten drugi ma wszystko wspólne tj. otrzymuje od rodziny zakonnej.

Jak pisałem wcześniej po przedstawieniu się mojemu nowemu przełożonemu – księdzu proboszczowi, rozpoczęło się jeżdżenie, szukanie, kupowanie i urządzanie mieszkania. W tym czasie dobrze to pamiętam, czułem się jak młody, który właśnie się ożenił i teraz musi uwić swoje gniazdko. Trochę w tym prawdy jest. Obok tej strony zakupowej to był czas także załatwiania wszystkich formalności związanych ze zbliżającym się rokiem szkolnym, który niebawem się miał rozpocząć.

Tak przybliżał się koniec wakacji, który to w mojej diecezji połączony jest z trudem pątniczym. Diecezja moja pielgrzymuje do Matki Bożej na 26 sierpnia to jest na uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej. Będąc w takim rozdwojeniu pomiędzy już, a jeszcze nie tj. znając już moja nową parafię ale jeszcze nie będąc na niej urządzonym, postanowiłem pójść tak jak co roku i prosić już nie o łaskę powołania – bo jak sądzę je mam, skoro biskup mnie wyświęcił ale prosić o jego umocnienie, wytrwanie oraz o to, bym dobrze posługiwał ludziom, do których Pan Bóg mnie posłał.

Po pielgrzymce rozpoczął się czas zwykłej, codziennej posługi – mówiąc wprost, pracy kapłańskiej. Codzienna Msza święta, konfesjonał, śluby, chrzty, pogrzeby, kancelaria. Prowadzenie parafialnych grup: młodzieży, ministrantów, wspólnoty domowego kościoła, neokatechumenat, żywy różaniec oraz posługa katechetyczna w szkole. Codzienne obowiązki kapłańskie oraz- co najważniejsze, radość z tego, że człowiek jest blisko Jezusa, że spełniło się moje marzenie o tym, by służyć jako kapłan. To jest radość pójścia za Jezusem, to jest radość głoszenia Go swoim życiem, to jest radość spełnienia w codzienności. To jest to kapłaństwo do którego się przez tak długi czas przygotowywałem. Teraz rozpoczął się czas, by zdobytą teorię wprowadzić w praktykę codziennego życia. 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here