Dzięki uprzejmości jednego z Proboszczów mojego miasta miałem radość przez cały tydzień celebrować poranną Eucharystię we wspólnocie parafialnej zastępując w ten sposób nieobecnego duchownego.

Radość moja była o tyle większa, że jest to parafia, gdzie sam się wychowywałem, i gdzie aktualnie mieszkają moim Rodzice i Babcia. Ich obecność na porannej Eucharystii to dodatkowa radość, która wynika ze spotkania i to spotkania wspólnie z Jezusem.

Bardzo lubię czas paschalny, Okres Wielkanocny, który Pan Bóg, a głoszenie w tym czasie Słowa Bożego nie tylko sprawia radość, ale daje też dużo Bożego pokoju w sercu.

Podczas tych dni mogłem celebrować również Eucharystię w kielichu mszalnym, który pamiętam z czasów mojej ministrantury, kiedy w 1993 roku uczyłem się go rozkładać i składać, a potem jako ministrant przenosić i odnosić z ołtarza. Miałem również sposobność założyć, aż dwukrotnie, na siebie ornat mszalnym, w którym w 1992 roku jeden z kapłanów celebrował moją I Komunię Świętą.

To taki sentymentalny powrót do przeszłości, do lat dzieciństwa, do początków mojej świadomej wiary i mojej obecności w Kościele – przy ołtarzu Pana.

Jestem bardzo wdzięczny Księdzu Proboszczowi za to, że o mnie pomyślał i że mnie zaprosił. To wielka radość celebrować Eucharystię i głosić Słowo Boże.





























