
Tuż przed zakończeniem rekolekcji – we wtorkowe popołudnie – otrzymałem telefon od szefowej hospicjum z prośbą o możliwie szybki przyjazd do jednego ze szpitali dziecięcych w moim mieście.

Gdy tylko zakończyłem rekolekcje, wsiadłem w samochód i pognałem do miasta do wskazanego szpitala. Jak się okazało na oddziale intensywnej terapii – podłączony do respiratora – leży nieprzytomny chłopiec. Stan jego zdrowia – jak powiedzieli nam lekarze – jest krytyczny. Szefowa – dbając o dobrostan dziecka, pamięta również o tym, by zadbać o to, co duchowe dlatego też poprosiła, bym przyjechał i pomodlił się wraz z nią i wolontariuszkami hospicjum za nasze hospicyjne dzieciatko.

Jak się okazało chłopiec jest chrześcijaninem, ale nie rzymskim katolikiem, pisze o tym, choć nie ma to wielkiego znaczenia, ale… uważam, że nie można ingerować też w sprawy duchowe, jeśli najbliżsi nie życzą sobie tego – stąd tez nie udzieliłem sakramentów, ale korzystając z modlitw przygotowanych w obrzędzie chorych odmówiliśmy modlitwy za chorych i umierających, Modlitwę Pańską i modlitwę przez wstawiennictwo Matki Bożej – o wypełnienie woli Bożej dla dziecka, a dla rodziców i najbliższych o przyjęcie tej woli.

Wychodząc pobłogosławiłem chłopca, bo… Pan Jezus, który jest najlepszym lekarzem – On wie, co jest dla kogo najlepsze na dany czas.

Takie trudne doświadczenia hospicyjne, szpitalne to doświadczenie cierpienia dziecka i bezradności – bo nie ma jak pomóc, a jedynie uśmierzyć ból – pokazują mi osobiście jaką siłę daje Pan Bóg i wiara w Niego, a przy tym – mnie osobiście pokazuje – czym jest i jak ważna jest moja posługa. Tak, przez taką posługę również czuję potrzebny, by usłużyć modlitwą i obecnością.

Pan Bóg wie co, kiedy i jak. On wie!



























