Takich świątyń jak ta w mojej diecezji jest niewiele, a ta jest swoistą perełką choć jest ostatnim kościołem na mapie mojej diecezji.

Pierwszy raz byłem w tej świątyni jakoś na początku seminarium, to jest w pierwszym lub drugim roku studiów – na zbiórkach na WSD – jakoś po Świętach Wielkanocnych. To był rok 2004 lub 2005. Już wtedy świątynia zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Przez kolejne 20 lat nie miałem okazji przyjechać do tej parafii, aż do piątku 16 stycznia, kiedy dzień wcześniej poproszony przez jednego z kapłanów mojej diecezji pojechałem do tej – oddalonej od mojego miejsca zamieszkania o 43 km. świątyni, aby tam celebrować uroczystości pogrzebowe.

Choć nie znałem zmarłego, to usłużyłem wedle prośby owego duchownego, ale po pogrzebie… pozwoliłem sobie na dłuższe zatrzymanie się w świątyni podziwiając jej wystrój.

Po zamknięciu kościoła wykonałem kilka fotografii, by uwiecznić piękne zabytkowe stalle, ołtarze, obrazy, chrzcielnicę, krzyżowe sklepienie oraz figurę Matki Bożej Niepokalanej dopiero co odrestaurowaną, która znajduje się przed świątynią.

Ta przepiękna, murowana, XVI–wieczna świątynia jest niewątpliwie skarbem na historycznej mapie 100-letniej diecezji. Czasem dobrze pomóc koledze księdzu w posłudze kapłańskiej, bo dzięki tej pomocy można odnaleźć – na nowo – ukryty skarb architektury sakralnej!
































