Wieczorem, jak to mam w zwyczaju odwiedziłem mamę maleństwa, które przed południem przyszło na świat. Znalazłem salę na której obok mamy hospicyjnej była jeszcze jedna kobieta.

Porozmawiałem z mamą noworodka i dowiedziałem się, że do kolejnego dnia mają podjąć z mężem decyzję co dalej. Czy lekarze mają operować maleństwo czy nie? Jeśli będą operować są nikłe szanse na to, że dziecko będzie zdrowe, bo to nie jedna, a wielowadzie. Jeśli nie będą operować, to też czas życia chłopca nie będzie długi. Każda z odpowiedzi rodziców będzie trudna.

– Wie ksiądz, my się nie spodziewaliśmy, że chłopiec będzie żył po urodzeniu. On cały czas walczy. – mówiła przez łzy kobieta. Mamy już pewną odpowiedź ale jeszcze cała noc. Eh nie wiem…. – powiedziała kobieta.

Po  rozmowie wypisałem mamie zaświadczenie o chrzcie z wody jej synka i poprosiłem o przekazanie dokumentu w kancelarii parafialnej. Wtedy mama zaproponowała – może pójdziemy do dziecka? – Wie pani,, nie chciałem proponować ale bardzo chętnie…- odpowiedziałem. Zanim jednak poszliśmy na odział noworodków, podszedłem do tego drugiego łóżka.

– a pani jest już mamą – zapytałem leżąco na płaskim łóżku kobietę.

– Tak księże, wczoraj urodziłam martwe dziecko. – odpowiedziała. – To był 24 miesiąc. Na początku podjęłam z mżę decyzję, że nie będziemy robić pogrzebu, ale… całą noc nie spałam i zmieniłam decyzję – chce pochować moje dziecko.

Zaczęliśmy rozmawiać. Powiedziałem mamie, że bardzo dobrze zrobiła, że zmieniła decyzję. To niezwykle ważne, by przywitać, ale i pożegnać owoc swojej miłości. Porozmawialiśmy dalej o tym, co i jak załatwić i gdzie się udać.

Po krótkiej rozmowie udałem się z moją mamą hospicyjną na odział noworodków, gdzie w inkubatorze zobaczyłem małego chłopca. Na zewnątrz, na oko mały zdrowy człowiek, ale… niestety wewnętrznie chory.

Co dalej z maleństwem? Nie wiem, to wie Pan Bóg. Teraz wszystko w Jego rękach.