Pewien pogrzeb

0
13

Dziś w południe odbył się pogrzeb jednego z nauczycieli z liceum w którym pracuję. Nie niestety nie znałem człowieka gdyż gdy ja przyszedłem do pracy on właśnie odszedł na emeryturę. W związku z tym moi koledzy z pracy, księża postanowili że pójdą na pogrzeb, ja z racji że owego profesora nie znałem, stwierdziłem, że nie pójdę.


Ale… ale jednak poszedłem, jednym z uczynków miłosierdzia względem ciała jest: umarłych pogrzebać. Wypełniając ten uczynek miłosierdzia postanowiłem pójść. Pojechałem rzecz działą się na cmentarzu komunalnym. Nas kapłanów było czterech. Kaplica cmentarna, soory dom pogrzebowy był wypełniony rodziną przyjaciółmi kolegmi nauczycielami i uczniami. Liturgii przewodniczył najstarszy z kapłanów – na każde wezwanie zamiast odpowiedzi była… głucha cisza. By wierni wstali czy usiedli byli kierowani przez celebransa. Totalny analfabetyzm religijny. Nic nie usprawiedliwia takiego zachowania, a kultura wymaga by umieć zachować się w każdej sytuacji, także  na ceremonii pogrzebowej. Czułem się tam jak kwiatek przyszyty do kożucha. Całkowicie nie na miejscu, zupełnie nie potrzebny. Poszliśmy do grobu trumnę wstawiono do grobu ziemnego i w dalszej ceremonii pogrzebowej cały czas cisza…

Ehhh… czasem można się zadziwić, czasem zapytać po co ten ksiądz na pogrzebie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here