Czasem – a nawet dość często – słyszę, że… za długo mówię kazania. Pewnie jest wiele powodów dla których te kazania istotnie nie są krótkie ale… dlaczego nie mówić – nie czytać Słowa Bożego i nie wyjaśniać Go skoro, dla wielu z nas to jedyny moment w tygodniu, kiedy możemy aż dwukrotnie i w dwójnasób nasycić się Bogiem – w Słowie i w Eucharystii.

Do każdego – każdego – kazania staram się przygotować. Mam w zwyczaju, że piszę swoje kazania, by zawsze być nie tylko przygotowanym – bo tego wymaga szacunek do Pana Jezusa, ale i do moich wiernych, którzy przychodzą skoro świt na niedzielę prymę, ale również mieć pewność, że gdy ucieknie myśl, pojawi się pustka w głowie, brak odpowiedniego słowa to będę miał gdzie spojrzeć, gdzie zerknąć i wrócić do wątku.

Od połowy lipca mam takie swoje stałe miejsce, gdzie nie tylko piję kawę – bo jest to kawiarnia, ale piszę bloga, montuję filmy i… obserwując ludzi przechodzących za szybą – piszę swoje kazania.

Może to się wydawać zaskakujące śmieszne, a może nawet zaskakujące, ale bycie wśród ludzi z ludźmi, obserwując ludzi – z jednej strony rozprasza, ale z drugiej dodaje motywacji, myśli i pomysłów do aktualizacji Słowa Bożego w życiu codziennym. Bo Słowo nie jest martwe, ale wciąż żywe i dotyczy całego człowieka – jego codzienności – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości.

Ktoś powie – wytrwany kaznodzieja, kapłan z 17 letnim stażem i doświadczeniem powinien mówić ot tak, bez kartki, bez pomocy – stając na ambonie i mówić. Z pewnością to prawda, ale… ja wolę się przygotować, napisać, i nawet jeśli to kazanie nie jest piękne, doskonałe i ma wiele wad – wszak jest #ProsteKazanie to jednak zrobiłem wszystko by przekazać Słowo, które jest przygotowane!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here