Dokładnie od dekady posługuję w diecezjalnym Sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia Pani Chojen w moim mieście.
Zaczęło się niewinnie i miało być tylko na chwilę, w zastępstwie jednego z kapłanów, który miał przyjść na parafię i rozpocząć posługę wraz z początkiem września 2016 roku, ale… jako, że się nie stawił to tak, jakoś zostało i trwa.
Od 10 lat niemalże w każdą niedzielę, święta i uroczystości przyjeżdżam do sanktuarium, gdzie celebruję dwie Msze święte – o godz. 6:30 – najczęściej samemu, i o godz. 8:00 – w koncelebrze.

To dla mnie wielka radość i ogromny zaszczyt, że co tydzień mogę pod czujnym okiem Matki Bożej Pocieszenia celebrować Eucharystię. Kościół św. Wojciecha jest dla mnie o tyle cenny, że to właśnie tam przy tym ołtarzu, gdzie dziś celebruję Eucharystię – mój Tato, Dziadziuś i Pradziadek byli ministrantami, a Rodzicie i Dziadkowie i z pewnością Pradziadkowie przystępowali do Sakramentów Świętych. Świątynia ta jest – mogę napisać – kościołem rodzinnym.

Dziękuję Księdzu Proboszczowi, że co tydzień zaprasza mnie na poranne liturgie i że mogę od dekady celebrować w naszym sanktuarium prymę – pierwszą Mszę świętą niedzielą i świąteczną.





























