Już od kilku lat uroczystość Wszystkich Świętych rozpoczynam bardzo wcześnie. Zanim miasto na dobre się obudzi, jeszcze przed godziną 5.00 wstaję, szybko się przygotowuję i chwilę po piątej wychodzę z domu, aby pojechać na cmentarz, gdzie spoczywają moi dziadkowie, pradziadkowie oraz wujostwo.
To dla mnie szczególny początek tego wyjątkowego dnia. Chcę odwiedzić groby bliskich, pomodlić się za nich, zapalić znicze i pobyć przez chwilę w ciszy. Bardzo lubię ten moment, kiedy na dworze jest jeszcze ciemno, a cmentarz rozświetlają setki małych płomieni. W ich blasku jest coś niezwykłego – atmosfera modlitwy, zadumy i pamięci o tych, którzy byli częścią naszego życia.

Mam też swój mały zwyczaj. Od kilku lat, wchodząc na cmentarz, nagrywam krótki filmik, dokumentując ten wyjątkowy poranny widok. W tym roku, ku mojemu zdziwieniu, okazało się, że nie jestem jedyną osobą, która tak wcześnie odwiedza groby. Kiedy przed godziną 6.00 wchodziłem na cmentarz, niektórzy zdążyli już zakończyć swoją wizytę i właśnie z niego wychodzili.

Cmentarz był jeszcze spowity ciemnością, a jedynie gdzieniegdzie migotały zapalone znicze. Ten widok po raz kolejny uświadomił mi, jak wiele osób chce rozpocząć uroczystość Wszystkich Świętych od spotkania z tymi, którzy odeszli, od modlitwy i pamięci.

Po odwiedzeniu grobów bliskich jadę do parafii, gdzie – jak w każdą niedzielę, święto i uroczystość – podejmuję swoją kapłańską posługę, celebrując Msze święte o godz. 6.30 i 8.00.

Bardzo lubię te wczesne poranki 1 listopada. Nie ma jeszcze tłumów, pośpiechu ani gwaru. Jest cisza, spokój i możliwość osobistej modlitwy. Można zatrzymać się przy grobach najbliższych, przypomnieć sobie wspólne chwile, podziękować za ich życie i poprosić, aby wstawiali się za nami u Pana Boga.

Dla mnie Wszystkich Świętych rozpoczyna się właśnie tak – przed świtem, przy grobach tych, których kocham i o których pamiętam. Bo pamięć o bliskich nie kończy się wraz z ich odejściem, a modlitwa pozostaje szczególną więzią, która łączy nas z tymi, którzy odeszli do wieczności.






























