W piątkowy poranek poszedłem na jeden z ryneczków mojego miasta, który znam od dzieciństwa, chodziłem tam bowiem zarówno z moimi rodzicami jak i dziadkami na zakupy.
Bywam tam, by zakupić u rolników, którzy przyjeżdżają z własnym asortymentem płody polskiej ziemi. Tym razem kupiłem kalafiora, którego będę jadł chyba z tydzień, bo jest bardzo duży, 6 pomidorów i 4 ogórki małosolne oraz 2 cebule.
Kiedy podszedłem do stoiska z pomidorami pani sprzedająca pomidory zapytała mnie:
– czy ma pan może brata?
– nie mam! – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
– to znaczy, że pan jest księdzem, prawda? – kontynuowała pytanie kobieta.
– tak, jestem księdzem! – odpowiedziałem twierdząco.
– wiedziałam, ja to wiedziałam. Ksiądz był u nas na wiosce na mszy przy kapliczce. Od razu księdza poznałam. – dodała z uśmiechem. Bo my księże wraz z mężem i dziećmi handlujemy tutaj codziennie. – kontynuowała.
Ci państwo poznali mnie, choć ja ich nie pamiętam, choć powiedziałem im to, bo przed 2 laty byłem u nich na wiosce, celebrując Mszę świętą przy kapliczce.
#Majowe przy przydrożnej kapliczce – 2025
Po zakupie pomidorów i chwili rozmowy poprosiłem o wspólne zdjęcie i poszedłem dalej na zakupy. Przyznam, że to bardzo miłe, że wierni przyznają się do swojego duszpasterza, że nie mają problemu z rozmową, z pochwaleniem Pana Jezusa i przywitaniem się. Jak dobrze, że mamy takich ludzi Kościoła.
Bardzo dziękuję za to miłe spotkanie na ryneczku w moim mieście.





























