Moje pielgrzymowanie rozpocząłem o godz. 5.00 kiedy w Portugalii jest jeszcze przed świtem. Po ściągnięciu aplikacji wiedziałem dobrze że na ten pierwszy dzień, na pierwszy odcinek mailem do przejścia niewiele ponad 25 km. Może warto wspomnieć, że początkowo – jeszcze w Polsce – planowałem całość trasy na 12 dni. Kiedy popatrzyłem na fora caminowe z 12 zrobiło się 11, a dzięki aplikacji z 11 zrobiło się 10 dni. Dodam, że aplikacja to także mapa drogi, którą danego dnia mam do przejścia.

Wyruszyłem więc w drogę idąc nie tyle po strzałkach czy muszelkach bo tych w Porto nie było za dużo ile właśnie po mapie aplikacji.

Po kilku kilometrach nagrywając swoje filmiki natrafiłem na pielgrzymów, którym życzyłem Buen Camino – zwyczajowe pozdrowienie pielgrzymów do Santiago i tak wywiązała się rozmowa. Okazało się, że moi rozmówcy są Słowakami i na szlaku są pierwszy raz. Mówią i rozumieją po Polsku, gdyż bywają w Polsce i mieszkają przy granicy.

Szliśmy dalej razem. Słowak prowadził ale… jego mapa odbiegała nieco od mojej tzn. mapy szlaku z aplikacji. Usiedliśmy w przydrożnym barze na kawie i… jak się okazało oni idą po swojemu – tzn. wg swojej mapy, a nie po szlaku. Wyjaśniłem im, że camino to stałe trasy i można iść po swojemu ale wówczas z noclegiem będzie problem, a i z nie koniecznie zawsze trafimy tam, gdzie chcemy. Słowacy pobrali aplikacje i dalej poszliśmy – tzn. doszliśmy do szlaku, z którego zeszliśmy i szliśmy dalej.

Tuż przed 13.00 dotarliśmy do Monasterio de Vairão- niewielkiej wioski z przepięknym starym klasztorem pobenedyktyńskim w którym – w części klasztornej mieści się Albergue i szkoła. Musieliśmy poczekać do 14.00, bo o tej godzinie otwierany jest Albergue. Gdy już zainstalowałem się w sali wieloosobowej z łóżkiem na dole, po prysznicu i praniu poszedłem zapytać gospodarzy czy mogę wejść do kościoła by odprawić Mszę św. Niestety kościół czynny jest w 3 dni w tygodniu ale dziś nie. Jeśli chce tomograf modlić się w małej kapliczce w ogrodzie. Niewielka – mocno zaniedbana kapliczka z przedsoborowym ołtarzem i dwoma klęcznikami stała otwarta. Wszedłem przygotowałem wszystko co miałem do sprawowania Eucharystii i tak odprawiłem pierwszą Mszę św. Podczas tegorocznego pielgrzymowania na Camino.

Po Mszy św. poszedłem na drobne zakupy do miejscowego sklepu, który trochę przypominał Polskie GS-y tzn. mydło i powidło. Zjadłem kolację, przygotowałem 3 kanapki na dzień następny i… poszedłem wymoczyć nogi przed snem. W jednej z łazienek – specjalnie dla pielgrzymów przygotowano rynienki by mogli sobie w nich moczyć nogi. Po takim pielgrzymkowym luksusie poszedłem spać, by następnego dnia – skoro świt tzn. o 4.00 wyjść na szlak.






























