Szlak #CaminoPorto, jak już wspominałem planowałem już w ubiegłym roku, ale z uwagi na fakt, że nie szedłem sam, to przyjąłem opcję tych z którymi szedłem. Ale… co się odwlecze to nie uciecze, jak mówi polskie przysłowie, nie udało się w ubiegłym roku, to może w tym roku się uda. Jak pomyślałem i postanowiłem, tak też zrobiłem.

Kiedy podzieliłem się moimi planami z Siostrą, która wielokrotnie pielgrzymowała pieszo Camino, w tym także CaminoPorto natychmiast powiedziała – to jak będziesz w Porto to jedź choć na chwilę do Fatimy. Popatrzyłem na to z kilku stron i po wyruszeniu późnym wieczorem 30 czerwca pociągiem do Krakowa, a porannym lotem do Porto postanowiłem ten pomysł przyjąć za swój. Kupiłem dwa bilety na flixbusa za całe 49.99 w jedną stronę i … po wylądowaniu w Porto – dwoma liniami metra dotarłem na dworzec autobusowy i o wyznaczonej godzinie ruszyłem w stronę Fatimy.

Po blisko 2,15 godzinach byłem już na miejscu.

Fatima to niezwykłe miejsce do którego bardzo lubię wracać – to była moja 5 lub 6 wizyta u Matki Bożej w tym Sanktuarium.

Po chwili modlitwy w kaplicy objawień, poszedłem domniemać noclegu – hotel wynajęty przez booking za całe 85 zł. A godzinę później poszedłem na Mszę św. dla Polaków celebrowaną w bazylice różańcowej.

Nie ma Fatimy bez wieczornego nabożeństwa różańcowego połączonego z procesją ze świecami. W tym nabożeństwie o 21.30 wziąłem udział wraz z pielgrzymami z Polski, których było tam wówczas wielu, a tuż przed pójściem spać można było jeszcze skorzystać z modlitwy osobistej i czynów pokutnych.

Następnego dnia rano skoro świt poszedłem na Mszę św. dla Polaków, która w kaplicy objawień celebrowana była o 7.00 a potem był czas na różaniec i śniadanie – w przydrożnym barze.


Poszedłem do hotelu spakowałem się i w drodze na autobus do Porto, który miałem o 12.15 poszedłem jeszcze pożegnać się z Matką Bożą i prosić ją za tych wszystkich których kocham i którym obiecałem modlitwę.

Tak zakończyłem pobyt w Fatimie, który trwał nie całą dobę, ale to był czas – czas łaski od Pana Boga dla mnie, tuż przed wyruszeniem na szlak Camino.

Wróciłem do Porto. Znów wsiadłem w metro i pojechałem tym razem też z przesiadką do katedry w Porto, gdzie rozpoczyna się szlak.






























