Smutne spotkanie z drzwiami

0
76

Nie wiedziałem czy mam o tym pisać, ale postanowiłem jednak, że napiszę. Oto pojechałem na jedną z parafii w mojej diecezji w sprawie – zawodowej – że tak powiem. Jako, że w zawodowej, to byłem ubrany w sutannę. Podszedłem do drzwi plebani zadzwoniłem i … drzwi otworzyła pani – bardzo elegancko ubrana i zapytała: słucham?

– czy jest może ksiądz proboszcz – zapytałem

– jest! – odpowiedziała.

– czy można go poprosić?

– zaraz – usłyszałem.

Po czym pani zamknęła drzwi zostawiając mnie na zewnątrz i poszła zawołać gospodarza parafii. Po jakiś 3 może 4 minutach z plebani wyszedł ksiądz proboszcz, który jakby nigdy nic przywiał się i zapytał czego potrzebuję.

Muszę powiedzieć, że nie roszczę sobie prawa do tego, by przyjmowano mnie w jakiś szczególny czy nadzwyczajny sposób, ale po prostu po ludzku… w końcu – jak mi się wydaje przyszedłem do swoich – do siebie – do kogoś kto jest moim współbratem w kapłaństwie – a tym samym na plebanię, która w domyśle jest także moim domem, ale… zostałem potraktowany trochę jak intruz, który jest nieproszonym gościem i czegoś – Ola Boga- właśnie się domaga. Nie powiem, zabolało mnie.

Jak morał z tej historii? Tak sobie pomyślałem, że potrzeba niezwykle wiele wrażliwości – by tylko na tym poprzestać i nie pisać więcej – wśród nas księży oraz tych, co chcę z cała mocą podkreślić, nie są mieszkańcami – domowni04kami – naszych plebanii, a tylko gośćmi na nich. Bo plebania – jak sama nazwa wskazuje – to dom plebana – księdza – nikogo więcej, choćby nie wiem jak bardzo chciało się to zmienić lub usprawiedliwić. Stąd – to moja opinia – księdza w 10 roku kapłaństwa- każdy z księży na jakiejkolwiek plebanii powinien czuć się u  siebie, wśród swoich, a nie jak nieproszony gość lub intruz!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here