Jeden z moich kolegów kapłanów – po wykonaniu testu na koronawirusa – okazało się, że jest zarażony covidem. Nie wiedząc jak mogę – postanowiłem, że moją pomocą, dla niego w tym trudnym czasie – będzie codziennie przyniesiony  obiad.

Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Codziennie w południe idę do seminaryjnej kuchni i w jednorazowych pudełkach styropianowych zanoszę Mu gorący obiad, który zjada i tak nie wiedząc co je, gdyż nie ma sani smaku, ani powonienia.

Procedura przekazania obiady  wygląda następująco. Wchodzę do kamienicy, wnoszę obiad i zostawiam go od drzwiami mieszkania – informując pukaniem, że przyszedłem – pozdrawiam chorego Kolegę – wychodzę.

Nie widzimy się, ale obok głosowego przywitania – rozmawiamy także telefonicznie. To doświadczenie koronawirusa jest trudne dla nas wszystkich – nie tylko tych chorych, czy przebywających na kwarantannie. Miejmy nadzieję, że Kolega kapłan jak najszybciej wróci do pełni sił i do zdrowia.