Nowy rok rozpocząłem nieoczekiwanym telefonem z mojego hospicjum z informacją, że będziemy mieli nieoczekiwany – nagły poród hospicyjny.

Choć młodzi ludzie nie zgłosili się do naszego hospicjum – stąd owa nagłość porodu – to zaprzyjaźniona z nami położna, powiedziała im o naszej działalności i o tym, że będą mogli – jako rodzice – być pod opieką hospicjum.

Poród rozpoczął się przed południem i nie do końca było wiadomo, kiedy się zakończy, bo odbywał się w sposób naturalny. Tak więc piątek – 3 stycznia – spędziłem pod telefonem, by gdyby tylko pojawiła się potrzeba, od razu pojechać do szpitala.

telefon dzwonił dwa razy. Pierwszy raz koło 13:00 – postępów w porodzie nie ma, a drugi o 19:30  – wszystko będę wiedziała za kilka chwil – usłyszałem w słuchawce.

Chwile po 22:00 pojechałem do szpitala. Jak zwykle w sutannie wszedłem na porodową izbę przyjęć przez którą przechodzi się na porodowy blok operacyjny. No to dość niespotykany widok – ksiądz w sutannie, w środku nocy, na położniczym bloku porodowym. Zdumionym pielęgniarkom położnym wytłumaczyłem co i jak i… po założeniu zielonego kitla czekałem na ten wyjątkowy moment narodzin.

Poród odbywa się w Sali porodów rodzinnych, a więc obok lekarza i personelu medycznego był obecny zarówno tata dziecka, jak i ktoś jeszcze z rodziny.

W pewnym momencie – było to jakoś przed północą otworzyły się drzwi Sali porodowej i poproszono mnie bym ochrzcił maleństwo. Chłopiec leżał na piersi mamy mocno w nią wtulony.

Stanąłem obok mamy siedzącej na fotelu i klęczącego obok męża i ojca maleństwa i zapytałem – czy chcecie aby wasze dziecko otrzymało chrzest w wierze Kościoła katolickiego? Chcemy – odpowiedzieli. ….. ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Potem razem odmówiliśmy modlitwę Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu.

Odszedłem nieco dalej zostawiając rodziców z maleństwem w objęciach.

Naraz usłyszałem – przepraszam cię – mówiło jedno z rodziców do maleństwa, przepraszam, powtarzając głaskało noworodka. – było to bardzo wzruszające. To był ich czas. Czas przywitania, radości z narodzin i … pożegnania.

Kolejne maleństwo przyszło na świat w naszym hospicjum. Kolejne było chciane, pokochane, przyjęte i oddane w ręce Pana Boga. Kolejne dziecko oddane w ręce mamy i dłonie dobrego Ojca w Niebie.

Przyznam się, że podobnie jak rodzicom tak mnie trudno przyjąć wolę Pana Boga, Jego plany dla nich i ich maleństwa, ale ci rodzice uczą mnie wiary w Pana Boga, wiary trudnej i połączonej z cierpieniem.