Trzeci i ostatni dzień pobytu w stolicy Niemiec rozpocząłem od porannego spaceru eschatologicznego, gdyż udałem się na drugą stronę ulicy na cmentarz ewangelicki. To ciekawe, cmentarz, który bardziej przypomina park niż typowy cmentarz jaki znamy w Polsce. Stare nagrobki – to monumentalne pomniki i płyty nagrobne – typowa niemiecka – kunsztowna – robota, oraz współczesne miejsca spoczynku zmarłych – tablica, krzyż lub słupek z tabliczką informującą o pochowanym w tym miejscu. Jak mówi przysłowie – co kraj to obyczaj. Tak jest tam tradycja. Po wyjściu z cmentarza poszedłem nieco dalej i zobaczyłem okrągły kościół ewangelicki wzniesiony na rondzie pomiędzy kamieniczkami do którego prowadzą wybrukowane chodniki – nic nadzwyczajnego – ale… nadzwyczajne jest to, że chodniki są porośnięte – co świadczy o tym, że kościół jest zamknięty i nie używany. Eh…. Taki obrazek, dziś nam jeszcze obcy, ale w przyszłości?

Po odprawionej wspólnej Mszy świętej, której miałem wielkie szczęście przewodniczyć poszliśmy zobaczyć i dowiedzieć się jak pracuje i czym się zajmuje nasz kolega kursowy.

Trzydniowy wyjazd zakończył wspólny obiad w chorwackiej restauracji. Długie rozmowy, wspomnienia związane z czasem seminarium, dzielenie się życiem kapłańskim ale i tym co dzieje się w Kościele – Polskim i Niemieckim, radościach i trudnościach, ale i o tym, jak i co dzieje się w naszej codzienności sprawiło, że na chwilę się zatrzymałem i po raz kolejny ucieszyłem się moją drogą, którą wybrałem idąc w kapłaństwo. Napiszę to po raz kolejny, że nie jest to prosta, łatwa, przyjemna i bezstresowa droga, ale droga trudna, pełna różnych wyborów, czasem kręta i pełna wyrzeczeń, droga, na której wciąż trzeba zapierać się siebie i iść dalej- oczywiście nie w samotności ale z innymi, prowadząc innych i siebie do Pana Boga.

Spotkanie – dłuższe, bo trzydniowe dobiegło końca. Wsiedliśmy w samochód i wyruszyliśmy do domu po drodze odmawiając brewiarz i dziękując za spotkanie i wspólne świętowanie.

To był dobry – Boży – czas!  Nic nie dzieje się bez przyczyny, wierzę, że i ten czas, choć po ludzku planowany był czasem, który Pan Bóg jeszcze lepiej niż my, zaplanował.


Fotoreportaż #3

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here