IV niedzielą Wielkiego Postu rozpocząłem drugą serię #RekolekcjeWielkopostne. Tym razem zostałem poproszony o wygłoszenie rekolekcji w jednej z miejskich parafii w moim mieście. Ta niewielka jak na moje miasto – bo licząca zaledwie 3500 mieszkańców – parafia gromadzi wiernych z samego miasta jak z okolicznych – podmiejskich miejscowości. Do świątyni przychodzą nie tylko osoby starsze, ale również młodzi i ludzie w średnim wieku wraz ze swoimi małymi dziećmi. Dostrzegłem też rodziny z nastolatkami, którzy wspólnie siadają w ławach kościelnych uczestnicząc w liturgiach. Nie ukrywam, że to piękny i poruszający widok.
Przez cztery dni rekolekcyjne – co zdarza się już co raz rzadziej, gdyż rekolekcje trwają najczęściej trzy dni – miałem możliwość wygłosić 13 nauk. W tym naukę na nabożeństwie Gorzkich Żali, oraz połączoną z Sakramentem Namaszczenia Chorych.
Jako że każda parafia jest inna, bo ma swoje tętno życia, swoją specyfikę i swoje tradycje to już po pierwszej – drugiej nauce głoszący wie czy ze swoim (specyficznym) stylem głoszenia trafi lub nie trafi do słuchaczy. Mam świadomość, że siewca może być lepszy lub gorszy, może mówić lepiej lub gorzej ale… to Pan Bóg daje wzrost. To Pan Bóg jest Tym, który dokonuje otwarcia umysłu i serca słuchaczy na to, co nieporadnie próbuje przekazać ten, który mówi.
Dla mnie, o czym już tutaj pisałem, każde rekolekcje są ogromną radością i wyzwaniem. Radością, bo lubię – jakkolwiek to brzmi – mówić, głosić Słowo Boże, dzielić się życiem (słabym, grzesznym, nieporadnym. Mówić o doświadczeniu Pana Boga, Jego łaski i nieskończonego Miłosierdzia, które nigdy się nie kończy. Ale… każde rekolekcje są również wyzwaniem, bo jest obawa czy Pan Bóg będzie mógł się mną posługiwać, czy swoją posługą nie zasłonię Jego, czy będę dobrym narzędziem w jego rękach. Czy nie zabraknie mi słów, siły, otwarcia na Jego moc i Jego łaskę. To są wątpliwości, które nieustannie towarzyszą.
Te cztery dni rekolekcyjne były dobrym czasem nie tylko głoszenia i sprawowania sakramentów – posługi w konfesjonale – ale również spotkania wielu nowych ludzi, którzy w rozmowie dzielili się swoim życiem, doświadczeniem Pana Boga ale i pustką wewnętrzną – którą czując wewnętrznie nie tracą nadziei na spotkanie z Panem.
Podczas trwania rekolekcji w liturgii Słowa Bożego – w Ewangelii czytaliśmy, że – żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie! Tym razem przyszło mi głosić Słowo w mojej ojczyźnie – w moim rodzinnym mieście i mam nadzieję, że i z tego Pan Bóg wyprowadzi jakieś – Jemu wiadome – dobro.
Rekolekcje w parafii u Świętego Papieża to już historia… Księdzu Proboszczowi, Wikariuszowi i wszystkim Parafianom za dar spotkania, możliwość wygłoszenia Słowa, za zaproszenie i cierpliwość bardzo, bardzo dziękuję. Za ten święty czas niech Pan Jezus będzie uwielbiony!






























