Fotografia ma to do siebie, że można nią kreować rzeczywistość, zadawać pytania, zmuszać do myślenia, zmieniać świat, oswajać z trudnościami, informować, ale i formować tych, którzy te fotografie oglądają.
Fotografując już od wielu, wielu lat, a zawodowo od lat ponad 11 staram się nie tylko reportażowo pokazywać rzeczywistość Kościoła, która jest dla mnie nie tylko przestrzenią związana z moim powołaniem, sacrum i moją codziennością, ale również wychwytywać takie ujęcia, które pokażą wydarzenia lub sytuacje w inny sposób, ciekawy, niedostrzegalny przez wszystkich.
Ostatnio uczestnicząc w liturgii w mojej Alma Mater – jak zwykle – relacjonowałem wydarzenie opisując je filmem, tekstem i fotografią. Wśród wielu fotografii udało mi się zrobić i tę jedną, która jest odbiciem ołtarza – celebracji liturgicznej – w obrazie zawieszonym na ścianie kaplicy seminaryjnej. Dobrze nam znany moment liturgii – oto Baranek Boży, pokazany nieco inaczej, z innej perspektywy.

Natomiast w czasie zakończonego już tegorocznego tygodnia ekumenicznego wśród setek zdjęć udało mi się wykonać to jedno, które zrobiłem przystawiając obiektyw mojego aparatu do dziurki od klucza głównych drzwi kościoła mariawickiego. Uchwyciłem konfesją wznoszącą się nad głównym ołtarzem oraz kaznodzieję – pastora reformowanego – który właśnie głosił kazanie.
Każde wydarzenie jest inne, każde zdjęcie jest inne, każde ujęcie jest inne, ale… wśród milionów – tyle chyba już zrobiłem – zawsze znajdzie się kilkadziesiąt takich, które… dają wiele radości i autorowi, i odbiorcom – o czym czasem mogę usłyszeć.
Ale… jak mówią wielcy fotografowie… najważniejsze, najlepsze, najdoskonalsze ujęcie, zdjęcie jest jeszcze przede mną!





























