Po raz pierwszy miałem okazję spotkać wszystkich zaangażowanych w działalność hospicjum perinatalnego, którego jestem częścią od 11 lat.

Z inicjatywny prezes fundacji prowadzącej hospicjum spotkaliśmy się w jednej z restauracji naszego miasta, przy Placu Wolności, aby się poznać, porozmawiać, a co najważniejsze zobaczyć się – bo każdy z nas wykonuje swoją pracę, posługę, ale nie było jeszcze okazji do tego, aby wspólnie się spotkać.

Profesorowie położnictwa, lekarze, położne, psychologowie, pracownicy administracji, fotograf no i ksiądz. Usiedliśmy przy stole, zjedliśmy przygotowane potrawy, a w tak zwanym międzyczasie był czas na rozmowę, długą rozmowę na różne tematy – nie tylko hospicyjne.

Każde takie spotkanie jest bardzo budujące, bo pokazuje jak wielu mamy dobrych ludzi, ludzi o wielkim sercu, którzy nie myślą tylko o sobie, którzy myślą o innych poświęcając dla nich czas, swoje talenty, oddając im cząstkę siebie – swoje serce.

Oczywiście na koniec spotkania nie mogło zabraknąć wspólnego zdjęcia, które upamiętniło tę – ośmielę się napisać – historyczną chwilę.

Do hospicjum przyszedłem w 2014 roku, dokładnie rok po powstaniu hospicjum perinatalnego. Mogę więc śmiało powiedzieć, że jego historia jest moją historią, która wciąż trwa. Oby trwała jak najdłużej.


Warto jest być wolontariuszem. Warto pomagać. Warto oddawać serce. Bo… otrzymuje się jeszcze więcej!





























