To już taki mój zwyczaj, że na nieszpory kapłańskie do grobu Sługi Bożej udaję się motorem.
W tym roku – już po raz piąty – duchowni z mojej diecezji wraz ze swoimi biskupami udali się do grobu Czcigodnej Sługi Bożej, aby w przededniu diecezjalnej pielgrzymki, modlić się wspólnie modlitwą Brewiarzem – modlitwą Kościoła, wysłuchać konferencji oraz spotkać się przy grillu na wspólnej integracji.
Jako, że miejsce spotkania oddalone jest około 56 km. od mojego miasta, a pogoda sprzyjała to postanowiłem – tak, jak w latach ubiegłych pojechać na to wydarzenie moim metalowym rumakiem.

Po drodze – jadąc w sobotni wczesny wieczór – zatrzymałem się przy kilku kapliczkach, pięknie przystrojonych na majowe, które – przy wielu z nich śpiewane jest każdego dnia. Tak było przy jednej z kapliczek, przy której się zatrzymałem widząc panie śpiewające Litanię Loretańską.

Uczestnicząc w nieszporach – modliłem się i wykonałem swoją pracę medialną, a po brewiarzu i konferencji poszedłem jeszcze na chwilę do grobu Służebnicy Bożej modląc się modlitwą – nieżyjącego już biskupa pomocniczego mojej diecezji, najmłodszego Ojca Soboru, który mawiał – Wando, Wando zlituj się, niech cud wreszcie stanie się!
Droga powrotna – tuż przed 21:00 to czas kiedy – nad polami powoli zachodzi słońce, a więc musiał być fotografia na tle mieniącego się różnymi kolorami zachodu słońca.

Trzeba uczyć się godzić – powołanie (kapłaństwo) z posługą (media) i z pasją (motocykl). Wielokrotnie – szczególnie to ostatnie – jakoś nie wychodzi, ale… kiedy tylko jest możliwe, to staram się korzystać.































