Już myślałem, że w tym roku nie zdążę posprzątać mieszkania na Święta Wielkanocne, ale… jeśli dobrze wszystko się zaplanuje, to… znajdzie się czas, którego ciągle jakoś dziwnie brakuje.

W tym roku cały wielki post był bardzo intensywny, bo… kościoły stacyjne, bo… trzy serie rekolekcji, ogłoszenie nominacji nowego pasterza, przygotowanie ingresu i sama uroczystość ingresowa. Do tego należy dodać normalne, zwyczajne, codzienne życie.

Najpierw zdjąłem firany i zasłony oraz serwetki, po zamoczeniu trafiły do pralki. Następnie umyłem okna i parapety, a gdy firany i zasłony się wyprały, trafiły na czyste okna. Następnie odkurzenie, ścieranie kurzu, mycie podług oraz łazienki i kuchni. Potem drobne prasowanie koszul, alby, obrusów i serwetek.

I… po kilku godzinach wszystko było już gotowe na święta.

Czy to sprzątanie jest potrzebne Panu Bogu na święta? Oczywiście, że nie! To jest potrzebne mnie, bo jeśli praca jest też wykonywana w intencji, z miłości i z miłością to… staje się ona modlitwą. Tym bardziej, jak się nie chce tego robić, jak lenistwo chce wziąć górę.





























