Jest wtorek 8 października godzina 14:50. Jestem  w jednym ze szpitali położniczych w moim mieście. Stoję przed blokiem porodowym wraz z rodzoną pani, która ma za chwilę urodzić oraz pracownikami mojego hospicjum. W pewnym momencie wychodzi znajomy lekarz, z którym mieliśmy już radość współpracować w czasie porodów hospicyjnych – wita się ze mną z lekkim uśmiechem i zaprasza – niech ksiądz wejdzie i przebierze się. Za moment wychodzi pan anestezjolog –zupełnie obcy(nieznany mi lekarz) i witając się ze mną mów – niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Odpowiedziałem – przywitałem i poszedłem za nim do czystej śluzy, by założyć odpowiednią odzież ochronną.

Weszliśmy do śluzy – tam pani pielęgniarka podała mmi fartuch bym wszedł na salę i mógł zamienić dwa słowa z przyszłą mamą.

– czy zgadza się pani na chrzest w wierze katolickiej swego maleństwa?

– tak księże!

-dobrze, zatem jakie minię ma otrzymać pani maleństwo?

Mama odpowiedziała i wyszedłem z Sali operacyjnej do pomieszczenia obok, bym mógł gdy tylko dzieciątko będzie na świecie podejść i udzielić sakramentu chrztu świętego.

Rozpoczęła się operacja. Wokół stołu operacyjnego było wielu lekarzy i pielęgniarek oraz na stołku przy stole siedział tata maleństwa, który przez cały czas porodu trzymał za rękę swoją żonę, a tym samym był świadkiem cudu narodzin.

Po kilku chwilach wszyscy obecni na Sali mogli usłyszeć ciche kwilenie maleństwa, które właśnie pojawiło się na świecie. Neonatolog, pediatra i pani położna w jednej chwli ajęli się maleństwem i po wstępnych działaniach lekarskich położyli maleństwo przy twarzy mamy.

W tej chwili – bo chwile decydują o wszystkim – zostałem zaproszony do stołu operacyjnego. Podszedłem do wezgłowia mamy i zapytałem raz jeszcze – czy chce pani, by pani dziecko otrzymało chrzest w wierze Kościoła katolickiego? – chcę – odpowiedziała mama.

Wziąłem buteleczkę z wodą chrzcielną – wodą z Jordany – dodam. ….  ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen. Amen – powiedziała mama. Odsunąłem się na bok. Od tej chwili dzieciątko już było dzieckiem Bożym. A teraz… teraz był  już czas dla nich.

Odszedłem na bok, ale obserwowałem wszystko, co się dalej dzieje. Mama wraz z tatą witali maleństwo już namacalnie pośród nich – głaszcząc, całując i tuląc. Po zakończeniu działań operacyjnych mama z maleństwem i najbliższymi mieli czas dla siebie w przygotowanej sali pooperacyjnej.

Wypisałem jeszcze świadectwo chrztu z  wody, którego udzieliłem i przekazałem babci maleństwa.

To już kolejne moje dzieciątko, które przyjąłem do Kościoła Katolickiego w moim hospicjum. Po tej radosnej chwili przywitania nowego życia i włączeniu go do wspólnoty  Kościoła – pojechałem do domu.